wtorek, 22 kwietnia 2014

Wszystko o Mnie.

  Paraliżujący ból. Cierpienie. Pustka w głowie, skupiająca uwagę tylko na jednej myśli, marzeniu. Mam ochotę krzyczeć, płakać, trząść się, rozedrzeć skórę i umrzeć, lecz tak bardzo chcę żyć, czuć się spokojnie u Jego boku. Nie jest mi to dane, nie w tej chwili. Czas leci nieubłaganie wolno. Tak banalnie liczyć sześćdziesiąt sekund, minut, potem dnie i tygodnie tylko po to, by znów dwa serca złączyć w jedno. Mieszanka wybuchowa, która odpala się zaraz po rozdzieleniu tej całości niszczy wszystko i wszystkich w promieniu wzroku, szczególnie nas samych. Reakcje na bodźce są opóźnione, tracę chęć do życia bez niego, bez jego zapachu, smaku, kojącego tonu głosu, zabawnych gestów, zapierających dech w piersiach pocałunków i całej jego osoby. Każdy szczegół jest tak potrzebny mi do istnienia. W jego obecności nawet życiodajny tlen, traci na wartości. Nic nie wynagrodzi tych chwil udręki, samotności, nieznośnego kłucia w sercu. Żadna rzecz na świecie, nie umie uspokoić rozdartej na pół duszy. Mam dość czekania, po którym i tak nastąpi kolejny ból rozłąki, niezrozumienia ze strony innych ale warte jest każdej ceny przebywanie w Jego obecności. To On uczynił mnie lepszą, daje z siebie najwięcej ile potrafi. Nigdy nie odwdzięczę mu się stosownie, za to ile dla mnie zrobił. Odnalazł mnie i wyciągnął z największego mroku mej duszy. Ufam mu i boję się o niego. Słabniemy z każdym dniem, on szczególnie. Dla niego jest to trudniejsze, obwinia się o wszystko. Problem nie leży po jego stronie, ani również po mojej, chociaż oddałabym wszystko by móc wziąć na siebie to brzemię i nie widzieć jego ciągłej udręki. Tęsknie za nim, tak cholernie bardzo, że moje słowa tracą na wartości, a  myśli nie umieją znaleźć sedna szumu, który panuje w czaszce. Pod powieką kłębią się łzy, które tak sumiennie staram się ukryć. Jestem sama, sama wśród tej absurdalnie pełnej pustki. Tylko ciepło jego obecności w sercu, oświetla drogę, bym nie wybrała źle. Nie zakończę tego tak. Nie mogę się poddać i choćby On stracił siłę, ja mu ją przywrócę. Tylko na sobie możemy polegać, jestem również pewna, że jeśli ja upadnę, nie podniesie się żadne z nas. Muszę wytrwać i dawać mu nadzieje, mimo, iż słowa będzie dobrze, które powtarzam jak jakąś mantrę, powodują u mnie większą rozpacz niż spokój. On też ma ich dość i wszystkich synonimów dobra, które przyniesie czas. Czas jest okrutny. Tak samo jak życie. Chciałabym móc nam pomóc, mnie i jemu. Staram się, ale słabnę. Nie wiem, czy on to dostrzega, boję się, że nie. Wierzę w niego, że on mi pomoże przetrwać, tak jak ja staram się pomóc jemu. To dzięki niemu jeszcze żyje.  


   Przepraszam, jeśli tak często zawodzę. Nie chcę już twoich ani moich łez. Nie pozwolę na kolejny upust emocji. Kocham Cię i nie dam nam się tak poddać. I wiele bym oddała, by wtulić się w twoje gorące ciało oraz  byś ty mógł powiedzieć to samo, byś ty umiał znaleźć tą siłę dla mnie, byś powiedział i uwierzył w swoje będzie dobrze. Musisz dać mi siłę, oparcie w sobie, bo tracę grunt pod nogami. To co mam w sobie ciągnie mnie w dół, który zapełniam naszymi łzami ale czy jest szansa, że uchronisz mnie od wpadnięcia w tą otchłań? Ja w to wierzę ale się boje. Boje żyć bez Ciebie. Martwię się. I przepraszam, że daje upust smutkom tutaj i za to, że płaczę po nocach. Zaniedbuje swoje życie, wiem o tym. Ale nie wiń się za to, ani za nic innego. Wiesz jak jest. Będzie dobrze.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział II

    Szłam niegdyś ulubioną do zabaw polaną za miastem. Nic się tu nie zmieniło. Jeszcze parę kroków i wtedy naprawdę poczuje pełnoletność. Byłam przed czasem, ponad godzinę. Chciałam pobyć w samotności, nawet tutaj. Usiadłam na ławce wypełnionej wspomnieniami i przymknąwszy powieki czekałam. Tylko nie wiem na co czekałam. Na mamę? Na przyjaciół? Na Harry'ego? Widzę go w śnie  codziennie, jego kocie tęczówki wypełnione iskierkami, zachowujemy się jak dawniej. Nagle przychodzi znów ten okropny moment i jego szczęście znika razem z nim.  Nie wiem czy chce go spotkać,  to byłoby bolesne. Wsłuchuje się w kojący śpiew ptaków. Coś jednak zakłóca moją zadumę, czuje ciężar kolejnej osoby na ławce i w popłochu otwieram powieki. Sprawdzam czy to nie sen, dotykam jego palącej skóry i patrzę w  smutne, zielone oczy. Zmężniał. To jedyne co przychodzi mi do głowy, chociaż wygląda bardziej na zmizerniałego niż w pełni sił. Strasznie schudł i pobladł. Może ja tak działam na ludzi? 
- Cześć- szepcze ze spuszczoną głową. Ja natomiast dalej go lustruje, nie umiem oderwać od niego wzroku, boje się, że zaraz wyparuje. - Kaja, ja... ja przepraszam. Wiem, że nawaliłem ale nie mogłem na Ciebie patrzeć, na to jak się staczasz a ja nie wiem jak Ci pomóc. Kiedy Sara do mnie zadzwoniła pewnego dnia i powiedziała, że dalej czekasz zamarłem. Myślałem, że znów wróciłaś do formy, byłaś szczęśliwa. Jednak się myliłem i nie daruje sobie tego, że przy Tobie nie byłem. Nie naprawię tego. Nie wiem jak ale nie chce byś ty ciągle się obwiniała. Już wystarczy. Nie odcinaj się więcej.- po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Powiedział to i znów chciał uciec, zebrałam całą swoją siłę, otworzyłam usta i krzyknęłam. Jak nie teraz to kiedy? 
- Harry!- gardło piekło mnie nie miłosiernie, oczy znów zapełniły się łzami i upadłam na kolana ledwo łapiąc oddech. Widziałam jego łzy, zaskoczenie. Zamknęłam oczy i pozwoliłam by wszystkie emocje wypłynęły na wierzch. Wszystko jednak zaczęło się rozpływać, a ja znalazłam się w moim łóżku. A jednak to był tylko kolejny sen. Otarłam strużki potu z czoła, otuliłam się szlafrokiem i zeszłam na dół. Spotkał mnie nietypowy obraz. Tata, Sara i Max siedzieli razem i śmiali się radośnie. Już od wejścia pochłonęła mnie miła atmosfera tego zgromadzenia. Nagle podstawiono przed moją twarz malutką babeczkę z zapaloną świeczką w kształcie liczby osiemnaście. Uśmiechnęłam się nieśmiało i zdmuchnęłam płomyk, uprzednio myśląc życzenie. Chciałabym, aby powrócił mi głos. Nawet w myślach jest to dość niedorzeczne. Potrząsnęłam głową, by przestać o tym myśleć. 
- Wszystkiego najlepszego kochana!- zostałam zamknięta w uścisku dwójki moich przyjaciół, dołączył się do tego również mój tata. Zaa pleców Max wyciągnął prezent i razem z Sarą kazali mi go otworzyć. Dostałam od nich prześliczny dziennik. Spojrzałam na nich i delikatnie uścisnęłam. Następny w kolejce był mój tata, nie oczekiwałam od niego zupełnie niczego. 
- W dzień osiemnastych urodzin, nie ofiaruje Ci ani drogiego samochodu, nie mam też siły na wyprawienie hucznej imprezy, zasługujesz na inny prezent, jesteś inna niż wszystkie osoby w twoim wieku. Musiałaś szybko dorosnąć, nigdy sobie nie daruje tego, co się stało i że nie umiem Ci pomóc dziecko. To wisiorek twojej mamy, chce byś go nosiła. - z każdym jego słowem serce biło mi szybciej, a łzy próbowały przedostać się na wierch z pod moich przymrużonych powiek. - Jest jeszcze coś. Wspólnie z twoimi przyjaciółmi chce dać Ci to. - zdziwiłam się widząc małą kopertę. Wzięłam ją do ręki i wyjęłam zawartość. Bilet lotniczy. Doznałam szoku.To bilet na samolot, do Londynu.- Chcę byś zaczęła na nowo, nie żyła przeszłością. Możesz tam jechać, możesz też i zostać. Zapewniam Cię, że dam sobie radę. Takie same bilety mają Sam i Max. Córciu, chcę byś się stąd wyrwała. - przytuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam. Okropnie się bałam. Ale to jest chyba najlepsze rozwiązanie. Muszę uciec. 
- Jedziemy?- pokiwałam twierdząco na pytanie Sam. Wylatuje do Londynu. I to już jutro. 

+++
Przepraszam, że taki krótki. Potrzebuje siły by się rozkręcić. Jeśli ktoś tu jest, niech zostawi komentarz xx.

sobota, 12 kwietnia 2014

Wszystko o Tobie 2.

   Tęsknota. Udręka ludzi na całym świecie. Każdy za kimś tęskni, za miłością, szczęściem, dostatkiem lub ukochanym zwierzakiem. Jednak to oczekiwanie w pewnym momencie staje się banalne, kiedy wiemy na co czekamy. W tym oczekiwaniu mamy czas na poznanie lepiej siebie, przemyślenie uczuć i pogłębienie swoich wyborów. 
   Mogę dziękować Bogu bez końca, że ofiarował mi takie szczęście. Organizm zaczyna żyć dopiero, gdy widzi i czuje jego obecność. Jego Uśmiech, dotyk, zapach, smak i emocje jakie towarzyszą mi przy każdym spotkaniu są nie do opisania. Uczucia, które sobie ofiarujemy płyną prosto z serc. Szczerość wraz z  troską emanuje od niego zawsze. Jego pocałunki składane na moich ustach są pełne rozkoszy i słodyczy. Nie da się porównać jego do czegokolwiek innego. Jest unikatowy i jedyny w swoim rodzaju. Nigdy się nie zmieni i to w nim cenie. A przede wszystkim dba o mnie i nasze uczucie, co jest najważniejszą rzeczą na świecie. Tylko przy nim, w jego ramionach, mogę poczuć się szczęśliwiej i bezpieczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Bo gdzie może być lepiej niż w ramionach najukochańszej osoby w życiu? Nie twierdzę, że nie ma smutków i rozterek. Zawsze są i to czyni nas prawdziwymi i lepszymi. Nie jest to kolejna historia miłosna z oscarowego filmu lub bestselerowej powieści. To dzieje się tu, teraz, w moim sercu, życiu. Mimo, że tęsknota pochłania moją osobę doszczętnie to czekam, bo na miłość warto poczekać. Moje serce jest mu oddane, bez końca, bez tęsknoty i pogoni za błędnymi ideałami. Chce go takiego jakim jest, prostego i wyjątkowego zarazem. Nie znam osób, które tak angażowałyby się w związek.Walcz o to co masz, czekaj na to, a będzie Ci ofiarowane. Nigdy się nie poddawaj. Rób wszystko by nie stracić tego na czym Ci zależy. 
Pamiętaj, zawsze i na zawsze.


***
No więc co myślicie o tym? Opisywać dalej takie różne rzeczy. Napiszcie w komentarzach co sądzicie i czy chcecie tego więcej. Jeśli macie jakieś pomysły, mówcie śmiało xoxo Dziękuje, jeśli ktoś tu jeszcze jest. 

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział I


 Dzisiejszy dzień zapowiadał się inaczej niż zwykle. Nie miała mnie odwiedzić tylko Sara ale również Max. Zapomniałam nawet jak wygląda. Nie mógł wytrzymać, by nie zobaczyć Sary i chciał spełnić naszą przysięgę. W wieku dziesięciu lat, wszyscy obiecaliśmy sobie, że nawet jakbyśmy już nie widywali, to na dowód przyjaźni w osiemnaste urodziny każdego z nas spotkamy się w naszym ulubionym miejscu. Jutro wypadają moje. Jedyna osoba, jaka może się jeszcze zjawić to Harry. Jednak wszytko wskazuje, że go tu nie będzie. Nie daje znaku życia, zapomniał o nas. Nie może sobie wybaczyć, że tego dnia wszystko legło w gruzach, całe moje życie. Obwinia się, wiem to. Szkoda, że on też już się nie odezwał tylko on zamknął się jedynie na mnie, a nie na cały świat. 


Znowu uciekam w nic nieznaczące dla nikogo myśli. Wzięłam, więc do ręki zeszyt i długopis i wylewałam na papier każdą moją myśl. W głowie ciągle miałam Harry'ego, mamę, tatę i każdego bliskiego, którego zawiodłam. 

 Chciałabym, żeby mama tu była. Nie umiem sobie już radzić z tym wszystkim, tata też nie. Tęsknota to jedno z najgorszych uczuć. Putka i melancholia przytłaczają cię do tego stopnia, że nie umiesz być w pełni sobą. Nie śmiejesz się, nie jesz, nie śpisz, a to wszystko przez jedno uczucie, które pochłania całe twoje dotychczasowe życie i z każdej strony atakuje cię przenikliwy smutek. Nie dajesz sobie ze wszystkim rady, wykańcza to od środka. Nic z zewnątrz nie umie pomóc. Część Ciebie odchodzi witając się z tęsknotą, która rozgościła się w sercu. Wszystko jest przygnębiające i nawet najmniejszy element wywołuje gniew. Nie da się z tym nic zrobić. Jedynie czekać na lepszy stan. 


- Kaja? - głos Sary był pełen ekscytacji. Od razu odwróciła się w stronę drugiego gościa, który na mój widok uśmiechnął się szeroko. Podbiegł do mnie i mocno uścisnął. 
- Dawno się nie widzieliśmy, mała. Zaraz Ci wszystko opowiem. - uśmiechnęłam się lekko. Harry też mówił na mnie mała. 

niedziela, 2 lutego 2014

Prolog

Z każdej strony otaczała mnie ciemność. Wszystko wydawało się obce i odległe. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani co tu robię. W pewnym momencie jest, widzę to światło, które przenosi mnie do rzeczywistości. Powoli otwieram oczy, by uświadomić sobie, że miałam kolejny, pusty sen. Wzięłam do ręki długopis i mój ukochany czarny zeszyt. 

    Dzisiaj mija dokładnie 154 dzień, od kiedy przestałam mówić. Nie pytaj mnie dlaczego tego nie robię, sama nie wiem. Może spowodowane jest to kolorem ścian w moim pokoju, a może brakiem najważniejszej osoby w moim życiu, nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz byłam na dworze. Zamknięta w czterech ścianach strachu i niezrozumienia. Każdego dnia piszę to samo. Ile czasu minęło, czego  nie chce i nie rozumiem. Dzisiaj postanowiłam przerwać monotonię i powrócić do dnia, gdy to się zaczęło. 

      Ja, Sara, Max i Harry byliśmy najbardziej zgraną grupką znajomych jakich widziałam. Robiliśmy razem wszystko. Spędzaliśmy każdą wolną chwile w swoim towarzystwie. Takie piękne wspomnienia zamieniły się w ogromną traumę, do której nie chce wracać ale nie umiem nie pamiętać. Wszystko zaczęło się, gdy Harry odnalazł swoje powołanie i postanowił wybrać się na casting do X-factor. Był moją pierwszą miłością, tak samo jak i ja jego. Bardzo go wspierałam, do czasu, gdy zdarzył się wypadek. Moja mama zmarła w dniu jego przesłuchania. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Inni nastolatkowie podnieśliby się po tym jakoś ale nie ja. Zamknęłam się w moim pokoju i nie wychodziłam z niego przez parę dni. Nie jadłam, nie piłam, nie otwierałam nikomu. Powinnam być wtedy przy moim ojcu, ale nie umiałam. Wszystko mi ją przypominało. Każdego dnia przychodziła trójka moich przyjaciół. Z biegiem czasu Harry dostał się dalej w programie i nie przyjechał ani razu. Raz otworzyłam drzwi Sarze. Płakała, bardzo płakała, nie umiałam znieść jej rozpaczy. Tego dnia coś we mnie pękło, każdy myślał, nawet ja, że w końcu coś się zmieni. Wyszłam przed dom i przytuliłam ją z całej siły. Dowiedziałam się, że Max wyprowadził się i kazał mnie ucałować. Byli idealną parą, szkoda, że tak to się skończyło. Kolejne osoby odeszły. Zostałam tylko ja i ona. Trzymałyśmy się razem, czasem nawet się uśmiechnęłam. Ciągle mi jednak czegoś brakowało.

   Po tym, jak One Direction osiągnęło sukces Harry zjawił się raz u moich drzwi. Zobaczyłam go po pół roku, a on nie zrobił nic, spojrzał jedynie w moje oczy i odszedł. Zawołałam go, lecz nie zareagował. Od tej pory nikt nie usłyszał mojego głosu. Nawet Sara, która przychodzi do mnie codziennie i opowiada mi o sukcesach jego zespołu. 

sobota, 25 stycznia 2014

Wszystko o Tobie 1.


   Każdy jego dotyk pozostawia palące ślady na mojej skórze. Jego pocałunki są jak oddechy mojego życia. Bez niego nie umiem istnieć. W nim każdy element jest idealny. Jak to możliwe? Inni powiedzą, że jestem tak w nim zakochana, że nie dostrzegam jego wad. Nikt jednak nie zauważył, że kocham jego całego, wraz z wadami, które czynią go realnym i wyjątkowym. Nasze uczucie jest przejrzyste i klarowne. Tworzymy nierozłączną całość, której nie jestem w stanie opisać słowami. Ufam mu bezgranicznie, pragnę być z nim aż do samego końca, w tych najpiękniejszych i najgorszych chwilach. Dać radę na każdym zakręcie życia. To jedyne czego pragnę. Po prostu żyć z nim i nigdy nie stracić. Każda minuta rozłąki wypala w moim sercu dziurę, a organizm nie funkcjonuje jak powinien. Ktokolwiek inny mógłby mi powiedzieć, że jestem młoda, poznam wiele osób, całe życie przede mną. Nie wiem, co przyniesie mi los ale wiem, że moje życie jakie chce jest przy osobie, o której codziennie śnie i myślę. Mogę z nim rozmawiać i przebywać w nieskończoność. To dzięki niemu na mojej twarzy zawsze widnieje uśmiech. Dziękuje, Kocham Cię.

***
Hej kochani! Na czym ma polegać ten blog? Będę tu pisać kilku rozdziałowe opowiadania, moje myśli, uczucia, ogółem wszystko.